Nadszedł wreszcie dzień odbioru wyników badania rezonansem magnetycznym. Miałem przez cały czas nadzieję, że tym razem wszystko będzie już w najlepszym porządku. Biorąc pod uwagę, jak długą i burzliwą drogę musiałem przebyć, żeby wykonać to badanie, sam wynik wykluczający SM nie był już dla mnie najważniejszy. Priorytetem było zakończenie tej pseudo-przygody z badaniami na różnych urządzeniach MRI, a także walka z klaustrofobią, która temu towarzyszyła. Gdy swoje już odstałem w kolejce do rejestracji, wręczono mi pokaźnych rozmiarów kopertę...